Autor Wiadomość
Fioleczka
PostWysłany: Sob 8:53, 18 Mar 2017    Temat postu:

No ale przecież postawił sprawę jasno - ona dobrze wiedziała, że on nie chce dzieci / nie lubi itd. Pisanie więc w postach o egoizmie itp, jest mocno nie na miejscu. Poza tym nikt nie ma prawa na tak chamskie osądy, bo brak kultury sprowadza komentującego dużo niżej, niż poziom gdzie znajduje się autor wątku ze swoją niechęcią do dzieci. Wink Nie każdy nadaje się na rodzica i jest to sprawa naturalna, fakt trochę błąd, że nie dopasowali się z żoną pod tym względem - ale też napisał, że od początku informował ją jak sprawa się ma w tym temacie, więc pewnie zdawała sobie z tego sprawę.

A co można by podpowiedzieć autorowi... Kobieta sobie poradzi z wychowaniem, nawet dwójki dzieci, natomiast ty sam co możesz zrobić to wspierać ją w każdym innym aspekcie.
Scoobydoo
PostWysłany: Pią 15:52, 10 Lut 2017    Temat postu:

ale to stawiasz sprawę jasno i od razu a nie wiążesz się z kimś, kto dzieci pragnie i potem wypłakujesz się na forum.
bonita
PostWysłany: Czw 0:34, 09 Lut 2017    Temat postu:

Cześć,
a ja Cię rozumiem. Również nie przepadam za dziećmi i nie wyobrażam sobie mieć własnych, a mam 32 lata. Dlatego świadomie nie decyduję się na ciążę i nie wchodzą w grę żadne kompromisy. Bo to krzywda dla każdego: dla dzieci, dla żony i dla Ciebie. Błąd to wasz kompromis. Nie jesteś nienormalny czy chory, wierz mi są tacy ludzie jak Ty, ale trzeba podejść do tematu odpowiedzialnie.
emulina
PostWysłany: Czw 14:36, 19 Sty 2017    Temat postu:

powinieneś na pewno iść do psychologa.
i nie powinieneś tak mówić.
nigdy
bo to naprawdę okrutne
Scoobydoo
PostWysłany: Czw 11:41, 05 Sty 2017    Temat postu:

i co? Już nic nie napiszesz wielki nieszczęśliwy??!!
Felcia12
PostWysłany: Czw 15:00, 29 Gru 2016    Temat postu:

Biedne dzieci.
Scoobydoo
PostWysłany: Czw 15:42, 08 Gru 2016    Temat postu:

Gdybym mogła, to dałabym Ci w gębę, za to co napisałeś!!! To jest wielka niesprawiedliwość, że ktoś tak jak Ty, ktoś tak bezduszny i okrutny będzie miał dzieci, a inni ludzie latami starają się od dziecko i nic z tego!!!!! Ty chory egoisto!!!!
Gość
PostWysłany: Sob 1:53, 19 Lis 2016    Temat postu: Re: Nie kocham swoich dzieci

umpalump napisał:
Witam
Na początek słowa wstępu - pochodzę z dużej rodziny, mam dwóch braci i dwie siostry i jestem najstarszy. Pomimo, że mam już 28 i trochę czasu minęło lat to wciąż bardzo dobrze pamiętam nocne płacze dzieci za ścianą, zmianę pieluszek czy przymusowe spacery z wózkiem zamiast "haratania w gałę" itp. Chyba przez to wszystko nie przepadam za dziećmi - ogólnie to denerwują i drażnią mnie do tego stopnia, że nawet nie myślę o spotkaniu się ze starymi, wcześniej bardzo dobrymi znajomymi z dziećmi. Sytuacja jest taka sama jeśli chodzi o potomstwo w rodzinie - wcześniej miałem bardzo dobry kontakt z kuzynką ale po tym jak urodziła dziecko praktycznie się do niej nie odzywam.

Teraz do rzeczy...

Znam się z moją żoną od 8 lat, prawie od początku mówiłem jej, że nie przepadam za dziećmi i nie zależy mi na nich. No ale kocham ją, chcę z nią być, rozumiem jej potrzeby itp - więc w ramach kompromisu ( kilku kłótniach i wanny przelanych łez ) zgodziłem się na dziecko. Bóg za ten mój "akt łaski" nagrodził mnie ciążą bliźniaczą ( jeszcze się nie urodziły ). Wiadomo żona się cieszy ( jest jedynaczką, nie wie co ją czeka ) ale ja jestem delikatnie mówiąc zniesmaczony. Nie dość, że wcale nie chciałem dzieci to teraz będę miał dwójkę. Obecnie kończy się 6 miesiąc ciąży. Interesuję się nią tylko ze względu na zdrowie żony, nie interesuje mnie co się dzieje z dziećmi. Generalnie to chyba ulżyło by mi gdyby z ciążą było coś nie tak i zakończyła się poronieniem.
Zona cały czas cieszy się, że czuje już ruchy dzieci, a ja nawet nie chcę tego poczuć - odrzuca mnie to. Tak samo jest z seksem - nie pamiętam kiedy się kochaliśmy.

Boję się, że przez taką obojętność prędzej czy później ją stracę, ale z drugiej strony nie potrafię się przełamać do sztucznego udawania radości. Takie samolubstwo to chyba nazywa się socjopatia?? - Być może.

Nie wiem za bardzo co mam robić, gdy pomyślę o tych dzieciach robi mi się niedobrze i mam dreszcze. Rozstanie równa się zniszczonemu życiu - rozwód, podwójne alimenty - przez to wszystko zastanawiam się już co by było jakbym się rozbił na drzewie - jednak na tym etapie znajdę jeszcze jakiś plus i trochę mi szkoda się zabijać.
Trochę proszę o radę, a trochę chcę się komuś wyżalić, żeby zbić ten ciężar. Niestety obecna sytuacja nie pozwala na rozmowę z jakimś dobrym przyjacielem więc ratuję się jak mogę.
umpalump
PostWysłany: Sob 1:52, 19 Lis 2016    Temat postu: Nie kocham swoich dzieci

Witam
Na początek słowa wstępu - pochodzę z dużej rodziny, mam dwóch braci i dwie siostry i jestem najstarszy. Pomimo, że mam już 28 i trochę czasu minęło lat to wciąż bardzo dobrze pamiętam nocne płacze dzieci za ścianą, zmianę pieluszek czy przymusowe spacery z wózkiem zamiast "haratania w gałę" itp. Chyba przez to wszystko nie przepadam za dziećmi - ogólnie to denerwują i drażnią mnie do tego stopnia, że nawet nie myślę o spotkaniu się ze starymi, wcześniej bardzo dobrymi znajomymi z dziećmi. Sytuacja jest taka sama jeśli chodzi o potomstwo w rodzinie - wcześniej miałem bardzo dobry kontakt z kuzynką ale po tym jak urodziła dziecko praktycznie się do niej nie odzywam.

Teraz do rzeczy...

Znam się z moją żoną od 8 lat, prawie od początku mówiłem jej, że nie przepadam za dziećmi i nie zależy mi na nich. No ale kocham ją, chcę z nią być, rozumiem jej potrzeby itp - więc w ramach kompromisu ( kilku kłótniach i wanny przelanych łez ) zgodziłem się na dziecko. Bóg za ten mój "akt łaski" nagrodził mnie ciążą bliźniaczą ( jeszcze się nie urodziły ). Wiadomo żona się cieszy ( jest jedynaczką, nie wie co ją czeka ) ale ja jestem delikatnie mówiąc zniesmaczony. Nie dość, że wcale nie chciałem dzieci to teraz będę miał dwójkę. Obecnie kończy się 6 miesiąc ciąży. Interesuję się nią tylko ze względu na zdrowie żony, nie interesuje mnie co się dzieje z dziećmi. Generalnie to chyba ulżyło by mi gdyby z ciążą było coś nie tak i zakończyła się poronieniem.
Zona cały czas cieszy się, że czuje już ruchy dzieci, a ja nawet nie chcę tego poczuć - odrzuca mnie to. Tak samo jest z seksem - nie pamiętam kiedy się kochaliśmy.

Boję się, że przez taką obojętność prędzej czy później ją stracę, ale z drugiej strony nie potrafię się przełamać do sztucznego udawania radości. Takie samolubstwo to chyba nazywa się socjopatia?? - Być może.

Nie wiem za bardzo co mam robić, gdy pomyślę o tych dzieciach robi mi się niedobrze i mam dreszcze. Rozstanie równa się zniszczonemu życiu - rozwód, podwójne alimenty - przez to wszystko zastanawiam się już co by było jakbym się rozbił na drzewie - jednak na tym etapie znajdę jakiś plus i trochę mi szkoda się zabijać.
Trochę proszę o radę, a trochę chcę się komuś wyżalić, żeby zbić ten ciężar. Niestety obecna sytuacja nie pozwala na rozmowę z jakimś dobrym przyjacielem więc ratuję się jak mogę.

Powered by phpBB © 2001,2002 phpBB Group